Kakałko z bitą śmietaną

Opublikowane przez w Warsztat

Zaczęło się od zwyczajnych odwiedzin w kawiarni prowadzonej przez zaprzyjaźnioną Marysię. Wiele lat temu od czasu do czasu zajmowała się ona malutką Polką, żeby mama mogła trochę popracować. Pola nadal Marysię lubi, i to z wzajemnością, zatem gdy tylko spotkały się w przyjaznym miejscu, znalazły wspólny język. A Pola odważyła się i zapytała czy mogłaby czasem przyjść i trochę cioci pomóc?

Kobiety na traktory

Nasze nastolatki są już w wieku, w którym wiedzą, że pieniądze nie pochodzą ze ściany, a proces ich pozyskiwania nazywa się pracą. Sami nie bardzo jeszcze mogą oficjalnie pracować: zgodnie z przepisami, na umowę zlecenie lub dzieło od 13 roku życia, a na umowę o pracę, za zgodą rodziców (jeśli nie koliduje to z odbywaniem obowiązku szkolnego), po ukończeniu 16 lat. Jedynym źródłem przychodów jest więc Wypłacane co miesiąc kieszonkowe. Jednak pytanie Poli nie wiązało się z chęcią „dorobienia”, ale fascynacją funkcjonowaniem kawiarni jako takiej, pełnej ciekawych zakamarków, pachnących herbat, aromatycznych kaw ze spienionym mlekiem i bitej śmietany na ulubionym „kakałku”. Atmosfera tego wyjątkowego miejsca udziela się każdemu, trudno więc dziwić się Poli, że i ją do niego ciągnie.

I tak od początku czerwca, średnio raz w tygodniu (czasem dwa), Pola w towarzystwie swojej hulajnogi jedzie „do pracy”: najpierw pociągiem, a potem tramwajem. Chęć dotarcia na drugi koniec miasta jest tak silna, że żadne przeciwności losu nie są wstanie temu przeszkodzić – ani deszcz, ani liczne remonty, które spowodowały, że podróż stałą się znacznie bardziej skomplikowana, ani nawet nowa książka 😊 . Nasza radosna jedenastolatka spełnia się zbierając zamówienia, podając gościom kawę czy załatwiając drobne zakupy. Jest potrzebna przy rozpakowaniu zmywarki, i to nie mamie, tylko Cioci, w prawdziwej pracy!

Z jednej strony Pola ma okazję zobaczyć od podszewki jak działa własny biznes: ile to pracy, zaangażowania, czasem nerwów. Jak wiele frontów trzeba ogarnąć, ile planów poczynić, jak co rozliczyć, co to jest faktura i dlaczego trzeba wszystko nabijać na kasę fiskalną.

Metamorfozy

Z drugiej z wielką radością i zaciekawieniem obserwujemy jak się zmienia. Z nieśmiałej dziewczynki stała się pewną siebie nastolatką, która nie boi się już wejść w interakcję z dorosłymi.

Niedawno, w trakcie dwudniowej wyprawy z noclegiem w schronisku na Przechybie, zdobywaliśmy z dziećmi Radziejową. Po całodziennej wędrówce zasiedliśmy w jadalni, gdzie każdy posilał się tym co wybrał w schroniskowym bufecie. Dziewczynki szybko uporały się ze swoimi porcjami i zapragnęły zobaczyć zarezerwowany pokój. Jednak ani mama, ani tata nie mieli ochoty przerywać swojego posiłku. Co zatem zrobiła Pola? Pobiegła, znalazła recepcję, przedstawiła się mówiąc, że tata ma rezerwację, wróciła po dowód osobisty i pieniądze, a po chwili przyszła z kluczem i naręczem pościeli mówiąc:

To idziemy z Idą szukać pokoju, zaraz do Was wrócimy

Bez marudzenia „Chodź ze mną, bo się wstydzę” i tym podobnych, tak dobrze znanych nam z niedalekiej przeszłości wypowiedzi.

Rozwój społeczny w terenie

Pewnie nie każdy ma taką dobrą ciocię z własną kawiarnią, a do tego jeszcze ciocię z cierpliwością do dzieci. Udało się naszej Poli! Być może Pola po prostu dojrzała i dorosła. Ale z drugiej strony wydaje się nam, że Pola rozkwitła w zetknięciu z codziennością, z miejscem pełnym zwyczajnych, ale bardzo różnych ludzi, klientów i personelu kawiarni, z naturalnymi okolicznościami społecznymi i wyzwaniami z jakimi wszyscy się spotykamy.

Wygląda więc na to, że bez szkoły, która zapewnia oczywiście kontakt z rówieśnikami, można się uspołeczniać równie skutecznie. A zatem wszystko wskazuje na to, że nasz „eksperymentowi” – jak niektórzy nazywają Edukację Domową – na razie przynajmniej nie produkuje aspołecznych odludków.

Reklama

Oczywiście to absolutnie nie ma być reklama kawiarni… Ale naprawdę szczerze dziękujemy Cioci Marysi z Absurdaliów w Krakowie za aktywny udział w edukacji pozaszkolnej naszej Poli 🙂 .

 

Podpis autora