La lettre de Paris

Opublikowane przez w Kreacje

Drogi Tato!

Jak wiesz jestem w Paryżu. Ale nie wiesz, że mamy mega malutkie mieszkanko, w którym mamy toaletę, gdzie nie da się nawet usiąść i łazienkę na dwa metry kwadratowe, z czego połowę zajmuje prysznic 🙂 . Razem z mamą dzielę łóżko i, nie uwierzysz, to łóżko jest na szynach, a to oznacza, że można je podnieść do sufitu!

W czwartek przyleciałyśmy tu samolotem. Wylot miał być o 7:00, ale było opóźnienie i samolot wystartował o 7:25. Na miejscu byłyśmy około 10:00. Po wylądowaniu, przez godzinę jechałyśmy autobusem do Paryża, a następnie przez pięć minut pociągiem. Około godziny 13:00 poszłyśmy zwiedzać Paryż i przeszłyśmy dziesięć kilometrów. Najpierw poszłyśmy na cmentarz Montmartre i znalazłyśmy na nim grób Juliusza Słowackiego. Potem weszłyśmy na kopułę Sacre-Coeur, na którą prowadzi 327 stopni. Ja tam wbiegłam i nie miałam zadyszki, a mama weszła i miała zadyszkę. Kiedy zeszłyśmy z Sacre-Coeur, poszłyśmy pod Operę. Parę metrów za nią zaczęło padać, więc zatrzymałyśmy się w kawiarni. Lało coraz mocniej i mocniej, a my nie miałyśmy kurtek! Kiedy już pożarłyśmy pączki, kawę i czekoladę, pobiegłyśmy na metro i wróciłyśmy do domu. Tak minął nam czwartek.

W piątek przeszłyśmy CAŁE DWADZIEŚCIA KILOMETRÓW! Najpierw poszłyśmy do Łuku Triumfalnego. Z Łuku poszłyśmy nad Sekwaną na wieżę Eiffla. Ma ona 670 stopni i, tak jak na Sacre-Coeur, ja na nią wbiegłam i nie miałam zadyszki, a mama weszła i znowu miała zadyszkę. Wiesz tato, jaki stamtąd jest ładny widok? Po zejściu z wieży, przeszłyśmy znowu nad Sekwaną i przez śliczne parki dotarłyśmy do Luwru. Mam z niego pamiątkę: szyszkę 😉 . Znowu przeszłyśmy nad rzeką, tylko że tym razem nie na brzeg, tylko na wyspę! Zwiedziłyśmy tam katedrę Notre-Dame: jest naprawdę śliczna. Po zejściu z wyspy poszłyśmy na Place de la Bastille (czyli Plac Bastylii), a następnie na Promenade Plantée. Po przejściu promenady, poszłyśmy na metro i wróciłyśmy do domu.

W sobotę poszłyśmy znowu pod Łuk Triumfalny, a potem, przez aleję Focha (Foch, jak wiesz, to mój ulubiony bohater), do Lasku Bulońskiego. Przeszłyśmy około kilometra i dotarłyśmy do wielkiego i dziwnego budynku Fundacji Louis Vuitton, który kształtem przypominał połączone ze sobą skorupy. Za tym budynkiem odnalazłyśmy centrum dla dzieci!  Był to jakby park, ale biegało po nim ponad dwieście gatunków zwierząt i ptaków! Było tam bardzo fajnie. Przeszłyśmy, myślę, że około trzech kilometrów, a potem wróciłyśmy do domu tą samą trasą.

W niedzielę około 10:00 poszłyśmy na godzinny spacer pomiędzy uliczki Paryża. Zjadłyśmy pyszne naleśniki i wróciłyśmy do domu się spakować. Po mniej więcej dwudziestu minutach poszłyśmy w kierunku pociągu. Kiedy przyjechałyśmy na dworzec autobusowy okazało się, że autobus na lotnisko wyjechał pięć minut temu, a następny ma wyjechać dopiero za godzinę! Na szczęście okazało się, że na dworcu było więcej ludzi z tym samym problemem, więc wspólnie wypożyczyliśmy taxi i pojechaliśmy razem na lotnisko. Kierowca okazał się naciągaczem, bo miało być 25 euro od osoby, a pan powiedział na końcu, że jednak 30 euro. No więc naciągacz!

A teraz pisze do Ciebie ten list czekając na samolot na lotnisku w Beauvais 🙂 .

Pozdrawiam Cię serdecznie i do zobaczenia wieczorem!

Twoja

Podpis autora