Nauczyciel, tutor czy mentor?

Opublikowane przez w Warsztat

Kiedy rozmawiam z osobami niezwiązanymi z edukacją domową, pada zazwyczaj pytanie o to, kto uczy dzieci: czy przychodzi do domu nauczyciel, czy może my jak rodzice sami pełnimy tę funkcję? Gdy odpowiadam, że ani jedno ani drugie, że uczą się samodzielnie, budzi to wielkie zdziwienie i niedowierzanie. Bo jak to same? Tak całkiem?

Edukacja domowa to nie szkoła w domu

Może nie tak zupełnie same. Wspieramy je, a czasem wręcz uczymy się z nimi, robimy doświadczenia, wymyślamy wycieczki lub interesujące źródła informacji. Jednak zdecydowanie nie mamy zamiaru zostawać nauczycielami. Poruszałam już temat Bycia nauczanym i uczenia się. Bardzo zależy nam, aby odpowiedzialność za edukację leżała po stronie głównych zainteresowanych, czyli dzieciaków. My ze swojej strony Szukamy różnych metod, które pomogą im rozplanować materiał, zarządzać czasem i śledzić postępy.

Wsparcie nie jedno ma imię

Korzystając z różnych zawodowych doświadczeń, a także szukając stale nowych rozwiązań i ścieżek, mam wrażenie, że w relacji edukacyjnej z naszymi dziećmi bliskie są nam narzędzia wykorzystywane w mentoringu i tutoringu, a czasem coachingu. Czym różnią się te trzy podejścia można podglądnąć poniżej (za Projektem opracowanym w Leeds Metropolitan University).

Coaching Mentoring Tutoring
Relacja ma ustalony czas trwania Trwała relacja Relacja ma ustalony czas trwania
Ustrukturyzowane i regularne spotkania Nieformalne spotkania odbywające się kiedy i jeśli podopieczny wyrazi potrzebę wskazówki, porady lub wsparcia Formalne sesje, często o stałej porze
Coach nie musi mieć doświadczenia formalnego w zawodzie coacha i de facto nie doradza Mentor jest przeważnie bardziej doświadczony i ma wyższe kwalifikacje niż podopieczny i potrafi przekazać swoją wiedzę Tutor ma dużą wiedzę tematyczną i potrafi dzielić się nią oraz swoimi umiejętnościami
Koncentruje się na rozwoju i sprawach określonych przez coacha Koncentruje się na rozwoju osobistym i rozwoju kariery podopiecznego Koncentruje się na nauczaniu konkretnych umiejętności i przyswajaniu wiedzy
Coach „wyciąga” Mentor „wkłada” Tutor „wkłada”

A jak to wygląda w naszej edukacji domowej?

Mentoring dla towarzystwa

Na co dzień, gdy pojawia się temat, z którym Tymon lub Pola nie radzą sobie samodzielnie (po przeczytaniu stosownych źródeł, wyszukaniu informacji w Internecie, zatroszczeniu się o to, aby dany problem spróbować rozwiązać na różne sposoby, nie sięgając od razu po pomoc kogoś z zewnątrz) lub gdy przydatna jest informacja zwrotna (choćby tworzenie wypracowań), jesteśmy do dyspozycji. Często przegadujemy wątpliwe zagadnienia (czasem odkrywamy Błędy w podręcznikach), komentujemy napisane teksty czy pomagamy tłumaczyć angielskie lub włoskie filmy. Pokazujemy dzieciakom jak wiele mogą osiągnąć sami, wzmacniamy ich kreatywność i pomysłowość.

Tutoring dla specjalistów

Kiedy dochodzi do kwestii bardziej zawiłych, gdy trzeba rozwinąć konkretne umiejętności albo posiąść wiedzę wcześniej nie zdobytą, przydają się bardziej zaplanowane spotkania. Taki sposób współpracy sprawdził się w odkrywaniu tematów związanych z nowymi przedmiotami, choćby fizyką czy chemią w pierwszej klasie gimnazjum. Wspólne doświadczenia, szukanie wyjaśnień, a potem zachęcanie do wyciągania wniosków i podsumowywania obserwacji. Ten stosunkowo stały schemat pozwala na rozwinięcie skrzydeł w danej dziedzinie (i dziedzinach pokrewnych), nadal pozostawiając sporą przestrzeń do tak zwanej pracy własnej.

Coaching dla opornych

Niedzielne spotkania stanowiące podsumowanie każdego tygodnia to również okazja do zadawania różnych pytań. Rozmawiamy na przykład o planie na nadchodzące dni, napotkanych trudnościach i wyzwaniach oraz pomysłach jak im sprostać. Tu nie ma gotowych rozwiązań czy scenariuszy, nikt nikomu niczego nie narzuca. Czasem podpowiadamy w zakresie organizacji lub sugerujemy bliższe przyglądniecie się konkretnym tematom. Lecz wiemy już, że ustalanie ścisłego harmonogramu na cały tydzień u nas nie zadziałało, a zasada, że dzieci uczą się najlepiej wtedy, gdy chcą, nadal się sprawdza. Nie łudzimy się, że nagle każdy przedmiot stanie się tym ulubionym i dzieciaki zapałają do niego miłością. Jednak wizja nadciągających egzaminów sprawia, że jeśli nie miłość do przedmiotu, to chociaż nieuchronność potencjalnych konsekwencji zmienia podejście z „muszę” na „chcę zdać egzamin” (przynajmniej taką mamy nadzieję).

Edukacja domowa to przygoda całej rodziny. Choć trwa już ponad półtora roku, stale wprowadza coś nowego do naszego życia. My jako rodzice też ciągle się uczymy. Nie ma jedynej słusznej drogi w wychowaniu dzieci i wygląda na to, że podobnie jest w edukacji domowej. Jak dotąd taka forma nauki, choć czasem trudna i pełna wyzwań, sprawdza się i daje obu stronom (i dzieciom i rodzicom) sporo satysfakcji.

Pomimo iż egzaminy nie są dla nas żadnym wyznacznikiem sukcesu, to jednak można stwierdzić, że ich zdawalność jakkolwiek obrazuje skuteczność edukacji pozaszkolnej. W tym roku mamy już zdaną zdecydowaną większość. Trzymajcie kciuki, aby za pięć dni udało się zdać pozostałą resztę! 🙂

Podpis autora