Pierwsze koty za płoty – matematyka zdana!

Opublikowane przez w Notatki

Nadszedł wreszcie moment pierwszej próby – zaplanowany na marzec całoroczny egzamin z matematyki.

Choć dzieciaki są w edukacji domowej dopiero cztery miesiące, zależało im na tym, aby jak najszybciej zaliczyć niezbędne formalności, czyli egzaminy i skupić się wyłącznie na tym na co mają ochotę. Na pierwszy ogień poszła matematyka, przedmiot, z którym jest chyba najmniej problemów, choć były momenty zwątpienia czy kłopoty z mobilizacją do pracy. Ale na długo przed wyznaczonym terminem zarówno Pola jak i Tymon zadeklarowali gotowość egzaminacyjną oraz przestudiowanie całości materiału przewidzianego przed podstawę programową w ich klasach. Tak drogi czytelniku, w ciągu kilku tygodni praktycznie samodzielnie „przerobili” materiał zaplanowany w szkole na 10 miesięcy. I nie, nie siedzieli nad książkami od świtu do nocy, a poza matematyką zdarzało się im zajmować innymi przedmiotami.

Zdawanie egzaminu wiązało się z wycieczką. Ponieważ wybraliśmy przyjazną edukacji domowej Szkołę w górach, czekała nas dłuższa podróż. Tak się szczęśliwie składa, że razem z naszymi dziećmi do tej samej szkoły zapisany jest też ich kuzyn, który również wybierał się na egzamin z matematyki (i historii!). Aby dzieciaki nie musiały zrywać się bladym świtem w domu rodzinnym i potem gnać kilkadziesiąt kilometrów z duszą na ramieniu czy jakiś korek nie pokrzyżuje planów i harmonogramu zdawania, nasza dobra szkoła zapewnia zdającym miejsca do nocowania. Korzystając z tej możliwości, wyruszyliśmy poprzedniego  na tyle wcześnie, aby młodzież miała okazję oswoić się z nowym miejscem i spokojnie odpocząć przed trudnym dniem następnym.

Można pomyśleć – pierwsze egzaminy, pierwsze emocje, może jakiś stres? Nic bardziej mylnego. Dzieciaki zaśmiewały się całą drogę czytając dowcipy, po przyjechaniu wyjęły karty i grały zapamiętale w uno i kenta, a na koniec oczywiście sięgnęły po książki. Nie były to podręczniki do matematyki. Kiedy wyjęłam laptopa z nadzieją, że chwilę popracuję, mój syn zwrócił się do mnie słowami:

Mamo, ale dlaczego zabrałaś ze sobą komputer? Przecież jesteśmy na wakacjach!

Miejsce egzaminów, Dobrodaj w Jeleśni, to przestrzeń szczególna. W niczym nie przypomina szkoły bo nią nie jest, choć samo ma ogromne znaczenie dla działalności edukacyjnej szkoły, która się nami opiekuje. Egzaminy pisemne odbywają się w wielkiej, przyjemnej sali, przy pięknych drewnianych stołach, gdzie każdy może wybrać dowolne, wygodne miejsce. Rozmowy z nauczycielami, bo ciężko nazwać je egzaminem ustnym, organizowane są w pokojach, które na co dzień służą turystom miejscem do spania: są w nich piętrowe łóżka, nieduże stoły, po dwa krzesła. Bez spięcia i zadęcia, bez mundurów i strojów wybitnie galowych, z humorem i przyjemnością. Nauczyciele, choć dociekliwi i konkretni, są pełni wyrozumiałości i wsparcia dla młodzieży, która lepiej lub gorzej radzi sobie z przedstawieniem wyników swojej rocznej pracy. Do tego wszystkiego w biurze nad wszystkim panuje przemiła Pani Małgosia, dla której nie ma rzeczy niemożliwych.

Żyć nie umierać!

Emocje pojawiły się w końcu, u Poli szczególnie. Stres zjadał od środka. Jednak przenikliwa Pani od matematyki stres przegnała i poznała się na naszej dziewczynce. Bo tutaj można się mylić i można się poprawiać, nawet w trakcie egzaminu!

Wszystkie egzaminy zakończone sukcesem. Dobrze, że była to matematyka, a nie nawigacja, bo droga powrotna naszej wesołej gromadki do najkrótszych ani najłatwiejszych nie należała. No ale przynajmniej zwiedziliśmy malownicze zakątki w okolicach Makowa Podhalańskiego, ciesząc się, że śniegu nie ma, bo w przeciwnym przypadku bez łańcuchów na koła pewnie nie udałoby się nam pokonać tej trasy.

Podpis autora