No i po co to wszystko?

Opublikowane przez w Filozofia

Ale po co zabierać dzieci ze szkoły, przecież szkoła zawsze była, jest i będzie, wszyscy przez to przechodziliśmy, więc po co w ogóle zawracać głowę?

Od zawsze była, jest i pewnie będzie to edukacja, a nie szkoła. Od antycznych cywilizacji, w relacji uczeń-mistrz, w wydaniu monastyrów i innych opactw, poprzez cechy i czeladników, w uniwersytetach i akademiach, aż do czasów edukacji narodowej mieliśmy do czynienia z edukowaniem, ale stosunkowo od niedawna, ze szkołą publiczną. Każde z rozwiązań edukacyjnych na przestrzeni dziejów było bardziej lub mniej dopasowane do czasów i kontekstów historycznych: zarówno jeżeli chodzi o formę, zakres i poziom poznawczy.

Na dzień dzisiejszy w Edukacji Domowej upatrujemy lepszego narzędzia dostosowanego do realiów otaczającego nas świata, niż pruski system edukacji wprowadzany w XVIII wieku w Europie, a w Polsce zaszczepiony na początku wieku XIX i działający do dziś.

Wtedy zadaniem szkoły było niesienie kaganka oświaty: uczyła niepiśmiennych pisania, czytania i rachowania i jako jedyne źródło niosła podstawową wiedzę o świecie nowym pokoleniom.

Problem w tym, że dzisiejszy Janek Kowalski różni się znacząco od Janka Muzykanta:

  • dzięki internetowi i rewolucji komunikacyjnej ma natychmiastowy dostęp do wszechwiedzy wypracowanej przez ludzkość od zarania dziejów,
  • żyje w czasach, w których kolejne milowe kroki postępu naukowego i technologicznego dzieją się na przestrzeni lat, a nie kolejnych pokoleń, w związku z czym wiedza wczoraj przekazywana, dzisiaj jest już nieaktualna,
  • znakomita większość kolegów i koleżanek Janka w otaczającym go bezpośrednio świecie również jest wykształcona na tym samym poziomie co on: współcześnie kluczem do sukcesu i tym samym wyróżnikiem Janka w społeczeństwie, nie jest tak zwany „beton wiedzy” (dobre oceny na świadectwie), ale „architektura myśli” (analiza, synteza, kreacja, modelowanie, prezentacja),
  • treści otrzymywane w szkole stanowią elementarną podstawę, którą Janek mógłby rozwijać na bazie swojego ogromnego potencjału młodzieńczej kreatywności, na co jednak wobec udowodnionej w wielu badaniach i eksperymentach nieefektywności klasycznie stosowanych metod po prostu brakuje czasu,
  • rynek pracy, biznes i nauka nie potrzebują kolejnego „wykształconego Janka”, bo praktycznie wszyscy wykształcenie posiadają i wiele z tego nie wynika. Potrzebują kreatywnych, odpowiedzialnych, asertywnych i wierzących w siebie rewolucjonistów, którzy nie mają większych szans rozwinąć się w środowisku szkolnictwa właściwego początkom ubiegłego stulecia, w założeniu konformistycznym i równającym poziom. Tym samym cel stawiany przed edukacją systemową dekady temu (wszechstronna i masowa edukacja podstawowa gwarantująca najlepszym dobrze płatny zawód) dzisiaj stał się po prostu nieadekwatny.

Nie twierdzimy, że w Edukacji Domowej nie ma minusów. Ale mocno wierzymy, że możliwość kształtowania i zbliżenia jej przebiegu do sprawdzonych i genialnych alternatyw edukacyjnych (jak choćby inspirujące nas pomysły Duńczyków czy doświadczenia Anglików) może przynieść równie genialne rezultaty.

I stanowi pokusę na tyle silną, że warto spróbować! 😉

Podpis autora