Poza zasięgiem

Opublikowane przez w Notatki

Kiedy jeszcze Tymon i Pola sumiennie uczęszczali do szkoły systemowej, rok rocznie brali udział w różnego rodzaju konkursach. Kiedy kilka miesięcy temu przyszedł mail, że będąc w Edukacji Domowej również można przystąpić do rywalizacji w ramach konkursu matematycznego Kangur, Tymon i Pola zgłosili się z entuzjazmem.

Doprecyzowując: po zdanym egzaminie z matematyki (zapisując się na konkurs jeszcze nie wiedzieliśmy, że Zdanym, ale przecież byliśmy dobrej myśli!), z nastawieniem Tymona, że edukację kontynuujemy w domu również na poziomie gimnazjum, dzieciaki postanowiły spróbować swoich sił w konkursie z pełną świadomością, że – mówiąc kolokwialnie – nic z tego mieć nie będą.

Została tylko jedna kwestia, o której nikt nie pomyślał wcześniej – konkurs Kangur odbywa się w naszej przyjaznej Szkole w górach, jedyne 100 km od domu rodzinnego. A to znaczy, że ktoś (czytaj mama) musi całe ambitne towarzystwo tam dostarczyć. Zważywszy na fakt, iż Tata wybrał się w owym czasie na zasłużony urlop narciarski, do ogarnięcia pozostała jeszcze najmłodsza latorośl, która we wspomnianym konkursie udziału nie brała.

Tak się szczęśliwie składa, że obie kochane Babcie bardzo kibicują wnuczętom w ich oryginalnej ścieżce kształcenia. Korzystając z gościnności jednej z nich, zbliżyliśmy się znacząco do miejsca przeznaczenia w przeddzień Kangura. Dodatkowo Ida trafiła pod opiekuńcze babcine skrzydła i nie musiała wędrować z nami na koniec świata, krętymi wiejskimi dróżkami. A wyprawa była krajoznawcza i malownicza…

O ile bez problemu trafiliśmy do Jeleśni (gdzie zdawaliśmy w Dobrodaju pierwsze egzaminy), skręciliśmy dobrze na Koszarawę, to jednak w samej miejscowości powiało niepokojem, szczególnie, że

uprzedzono nas, iż sama szkoła unosi się na chmurze „braku zasięgu”!

A więc jak się zgubimy w środku niczego, to nikt nas już nie znajdzie… Rzeczywiście pnąc się coraz wyżej wąską drogą telefon pokazał „brak sieci” i zamilkł na blisko 3h: jakie to było przyjemne! Gdy dotarliśmy na szkolny parking ze zdziwieniem zauważyliśmy, że takich szalonych entuzjastów przyjeżdżających z daleka na Kangura jest więcej. Na ośnieżonym placu parkowały samochody z najróżniejszymi rejestracjami. W czasie trwania konkursu w budynku odbywały się „normalne” lekcje, a matematyczne zmagania miały miejsce na najwyższym piętrze szkoły. Nikt nikomu nie przeszkadzał, wszystko działało bez zarzutu. Pola zbiegła pierwsza, Tymon trochę dłużej zmagał się ze swoimi zadaniami. Każdy uczestnik otrzymał kolorową łamigłówkę logiczną. Taki drobiazg na pamiątkę uczestnictwa w jubileuszowej edycji konkursu.

Gdy konkurs został napisany, po prostu wróciliśmy do Babci, znów podziwiając leśne i górskie uroki okolicy. Coraz bardziej podoba nam się ten odszkolniony luz w codzienności. Trochę to właśnie takie życie „poza zasięgiem” powszechnej edukacji.

Ps. Niezaprzeczalny, pragmatyczny plus naszej wycieczki: nie zgubimy się jadąc za niespełna miesiąc na sprawdzian szóstoklasisty, na który mamy trafić o podobnej porze.

Podpis autora