Socjalizacja

Opublikowane przez w Filozofia

Strona 2 z 212

Zgadzam się, że przebywanie w grupie jest niezmiernie ważne. Rodzic nie może być jedynym towarzyszem swojego dziecka. Szczęśliwie się składa, że jesteśmy rodziną wielodzietną, zatem już na własnym podwórku nasze dzieci budują relacje rówieśnicze, uczą się komunikacji, mediacji, negocjacji i współpracy. Regularne treningi w Yeti zapewniają szerszą i bardziej różnorodną grupę, a zatem i poruszane przez naszego czytelnika kwestie „bycia  w najróżniejszych relacjach i sytuacjach”.

Na pewno istnieją szkoły, gdzie główny nacisk kładziony jest na umiejętność współdziałania, odkrywanie indywidualnych talentów, wykorzystywanie zasobów każdego członka grupy, a przy okazji rozwiązywania problemów, nabywania umiejętności dobrej komunikacji, pobudzanie kreatywności. Jednak śmiem sądzić, że są to rzadkie enklawy, niedostępne dla zwykłego „Kowalskiego”.

Odnosząc się do kwestii dotyczących kształtowania charakteru, kreatywności, asertywności i wiary bądź niewiary w siebie w ramach „socjalizacji szkolnej”. Naprawdę, po tych kilku latach doświadczeń naszych dzieci w szkole podstawowej, ze świecą szukać okazji do powyższego. Kreatywność zabijana jest natychmiast podążaniem za jedynym słusznym wzorem, począwszy od ciągłego odpowiadania na pytanie „co autor miał na myśli”, poprzez jedyne słuszne metody rozwiązywania zadań, na odpowiadaniu na pytania testowe „z klucza” skończywszy. Asertywność to cecha chyba kompletnie zanikająca w murach szkolnych, bo kto miałby odwagę (i jak długo) aby odmówić nauczycielowi czegokolwiek. A wiara w siebie, jak sam czytelnik stwierdził, czasem niestety niewiara (zaryzykuję stwierdzenie, że głównie niewiara), może wynikać często z  oczekiwań z jakimi uczeń się spotyka.

Oczekiwania nauczycieli mają zasadniczy wpływ na osiągnięcia uczniów. Jeśli nauczyciele dają uczniom do zrozumienia, ze oczekują od nich, iż będą dobrze sobie radzić, to jest bardziej prawdopodobne, że tak będzie. Jeśli nauczyciele spodziewają się kiepskich rezultatów, to najprawdopodobniej uczniowie będą radzić sobie kiepsko.
Ken Robinson i Lou Aronica, „Kreatywne szkoły”

Zmierzając ku końcowi tego już przydługiego wywodu: nie podważam w żaden sposób znaczenia przebywania w grupie w ramach szeroko pojętej socjalizacji oraz edukacji. Wierzę jednak, że proces ten zupełnie swobodnie i szczęśliwie można przeprowadzić poza murami szkolnymi, ze szczególnym uwzględnieniem obecnej edukacji publicznej. Przechodząc na edukację domową nie zamykamy nikogo na klucz, a dzięki wyswobodzeniu się ze sztywnych ram, opresyjnych zachowań i powtarzalnych schematów, zyskujemy znacznie na kreatywności w działaniu i myśleniu. Nie jesteśmy pionierami, idziemy mocno przetartą ścieżką, bo w edukacji domowej towarzyszy nam około sześciu tysięcy dzieci w całej Polsce!

Jako ostateczne podsumowanie zachęcam do przeczytania Wypowiedzi Przemka, który z perspektywy prawie już dorosłego dziecka uczącego się w domu napisał o swojej socjalizacji.

Podpis autora

Strona 2 z 212