Współpraca międzypokoleniowa

Opublikowane przez w Warsztat

Wiele osób obawia się, że Edukacja Domowa wymusza swego rodzaju alienację, ogranicza relacje społeczne (o czym pisałam już Tutaj i Tutaj). Spotkałam się też ze stwierdzeniem, że w ten sposób hoduje się małych egoistów, którzy myślą tylko o swoich potrzebach. 

Nie przeczę, iż nauka w grupie to wartość nie do przecenienia. Współdziałanie, korzystanie z różnych talentów i sposobów rozwiązywania problemów, współpraca w zespole – trudno nauczyć się tego w pojedynkę w domowym zaciszu. Szczęśliwie tak się składa, że naszych dzieci jest troje, a zatem sami ze sobą tworzą dziecięcą mieszankę, czasem wybuchową.

Przygoda z Edukacją Domową trwa już cztery miesiące. Starszaki weszły w rytm, któremu pomógł usystematyzowany grafik egzaminów. Najmłodsza nadal chętnie co rano zbiera się do szkoły. Podpatrując swoje rodzeństwo częściej też pracuje w domu. Z przyjemnością rozkłada swoje ćwiczenia obok zeszytów i książek „homeschoolresów”. Choć jest ich tylko (lub aż) troje, widać, że są dla siebie inspiracją i wsparciem.

Kiedy decydowaliśmy się na wyjście z systemu rozmawialiśmy o zamianie stylu przyswajania wiedzy z „Nauczania” na „uczenie”. Choć nie zawsze się to udaje. to jednak staramy się, aby dzieciaki jak najwięcej pracy wykonywały samodzielnie. A kiedy to nie wychodzi, to zamiast od razu biec do mamy, próbują wspierać się nawzajem. Tymon pomaga Poli zrozumieć nowe zagadnienia z angielskiego, Pola czasem wspiera brata w matematyce.

Pewnego dnia dzieciaki zaskoczyły mnie inwencją własną: zrobili sobie nawzajem dyktanda. Korzystając z dostępności komputera, każde z nich napisało swój tekst (dobrodziejstwo technologiczne poprawia większość błędów, choć już odkryli, że nie wszystkie), tak by to drugie go nie widziało. Potem podyktowali je sobie wzajemnie i sprawdzili zgodność z wydrukiem oryginału. Radochy przy tym było co niemiara, bo teksty były specjalnie śmieszne, wręcz nielogiczne i z dużą ilością trudnych słów.

Innym razem Ida przyszła do domu z zadaniem z matematyki. Starszaki postanowiły jej pomóc, niestety szło im bardzo opornie. Najpierw poddała się Pola, potem skapitulował Tymon. Przyszedł się pożalić, że niestety nie dali rady. Po krótkich konsultacjach ze starszyzną plemienną (rozmowy o relacji, sposobie przekazywania wiedzy, wyręczaniu i tłumaczeniu, znaczeniu nie tylko słów ale i tonu), starszy brat wrócił do najmłodszej, wyjął liczydło, pochylił się nad tematem raz jeszcze i udało się! W oczach Idy błysnął geniusz matematyczny i w końcu znalazła odpowiedź na pytanie „ile to jest o dwa więcej”, a nawet zrozumiała, ile to jest więcej o trzy! 🙂

Połechtany swoim sukcesem pedagogicznym, Tymon głośno rozważał możliwość zostania w przyszłości nauczycielem.

Jednak nie matematyki, ale WFu… 🙂

Podpis autora