Ocenianie wydaje się być nieodłącznym elementem edukacji. Moje pokolenie pewnie pamięta jeszcze swoją szkołę, gdzie oceny wpisywane były do papierowego dzienniczka.

Dziś lądują w dzienniku elektronicznym, więc w każdej chwili możesz sprawdzić, ile i jakich cyferek ma na koncie twoje dziecko. Tak, nazywam oceny cyferkami, bo bardzo mocno wierzę, że to nie one są w szkole (i w życiu) najważniejsze.

Gdyby tak było, pewnie pamiętalibyście swoje świadectwo z piątej klasy. I każdej innej...

Dobry przykład

Podobnie jak w przypadku Pierwszych doświadczeń przedszkolnych, również pierwsze doświadczenia szkolne moich dzieci miały duże znaczenie dla mnie jako rodzica. Szczęśliwie, nasz debiut szkolny odbył się w małej, kameralnej szkole, pod skrzydłami wyjątkowej wychowawczyni, która dała nam dobry przykład, jak może wyglądać edukacja.

Już wtedy (a było to 11 lat temu), w klasach 1-3 można było zrezygnować z ocen na rzecz informacji zwrotnej zwanej "oceną opisową". Okazało się jednak, że rodzice są ogromnie przywiązani do dobrze sobie znanego kodu cyfrowego, i wielu mocno oponowało przed takim sposobem informowania o edukacyjnych postępach swoich pociech.

Nie bardzo rozumieli, gdy na zebraniach rodziców pani wychowawczyni próbowała tłumaczyć, że cyfra 3 albo 4 absolutnie nie ma znaczenia, szczególnie, że w klasach nauczania początkowego dzieci zupełnie takich liczb nie potrzebują.

"O zgrozo", ta sama pani, przeprowadzając sprawdziany, mówiła dzieciom wyraźnie, że robi je nie po to, by sprawdzać, czy się uczą, ale by zweryfikować swój sposób pracy. Efekty klasówek były dla niej informacją zwrotną, czy sposób w jaki tłumaczy dzieciom materiał jest jasny, dopasowany do ich potrzeb i zrozumiały.

Do tego wyniki sprawdzianów nigdy nie znajdowały się w dzienniku elektronicznym, a my jako rodzice dostawaliśmy tylko co jakiś czas słowny opis postępów oraz ewentualnych trudności i kolejnych osiągnieć naszego dziecka.

Cóż, nie wszyscy rodzice byli zachwyceni...

Ocena jako wypadkowa

Dla mnie natomiast sposób myślenia o ocenach pierwszej wychowawczyni naszego syna był bardzo spójny z tym, w co sama wierzyłam. A dziś wierzę jeszcze mocniej. Jeśli decydujemy się uczyć dzieci, to poziom ich wiedzy nie zależy tylko od wysiłku, który włożą w naukę.

W dużej mierze zależy on także od zaangażowania nauczyciela, sposoby komunikacji, atmosfery, w której wiedza jest przekazywana, czy samego tematu, który okazuje się interesujący lub też nie.

Ocena ze sprawdzianu, kartkówki czy odpowiedzi, nie jest odzwierciedleniem samej tylko wiedzy dziecka.

Jest wypadkową wielu czynników, między innymi:

  • wiedzy, którą młody człowiek przyswoił,
  • umiejętności wyartykułowania nabytej wiedzy,
  • metod pracy nauczyciela,
  • sposobu komunikacji,
  • nawiązanej z dzieckiem relacji,
  • atmosfery w czasie udzielania odpowiedzi (ustnej lub pisemnej),
  • dyspozycji i samopoczucia ucznia.

Opis zamiast oceny?

W kontekście klas I-III zostało dostrzeżone, że cyfra od 1 do 6 niewiele tak naprawdę mówi, w wyniku czego wprowadzono możliwość wspomnianych ocen opisowych. Nawiasem mówiąc, potrzeba oceniania jest na tyle silna, że w okresie nauczania początkowego często cyferek niby nie ma, ale zastępują je na przykład pieczątki z uśmiechniętą lub smutną buzią, serduszka czarne albo czerwone i inne znaki graficzne, tak naprawdę również będące formą oceny.

No dobrze, a jakie możliwości są w w kolejnych latach edukacji?

Ustawa o Systemie Oświaty, Rozdział 3a, art 44i, punkt 4 daje przestrzeń na ocenianie opisowe również w starszych klasach:

Począwszy od klasy IV szkoły podstawowej, oceny bieżące oraz śródroczne i roczne oceny klasyfikacyjne ze wszystkich albo wybranych obowiązkowych lub dodatkowych zajęć edukacyjnych (...), a także śródroczna i roczna ocena klasyfikacyjna zachowania, mogą być ocenami opisowymi, jeżeli statut szkoły tak przewiduje.

Trudna zmiana podejścia

Statut szkoły jest dokumentem, który niełatwo jest zmienić. Jeszcze trudniej jednak jest zmienić mentalność. Pomimo tego, że ustawowe możliwości niby są, to jednak nie mam złudzeń: oceny opisowe nie staną się szybko powszechne.

Zastanawiam się jednak, co można zrobić w pierwszym kroku, aby dorośli "odkleili się" od myślenia cyframi w kontekście edukacji swoich dzieci.

Ustawa oświatowa wyraźnie mówi o tym, że oceny mają informować ucznia i rodziców o postępach, ale też motywować do dalszej pracy i pomagać w jej samoorganizacji. Trudno mi zrozumieć, jak na przykład trójka w e-dzienniku ma pomagać uczniowi w organizacji. Ciężko też chyba określić na podstawie takiej trójki, jakie konkretnie postępy zostały lub nie zostały przez ucznia poczynione. Znam natomiast mnóstwo uczniów, dla których otrzymanie takiej cyferki nie stanowi absolutnie żadnej motywacji...

Czy patrząc na swoje obecne życie, myślisz, że ocena ze sprawdzianu z biologii albo geografii w klasie V, ma na jego obecny kształt jakiś znaczący wpływ?

Jeśli nie, to czy konieczne jest, żeby kolejnemu pokoleniu ta sama nieistotna ocena była przedstawiana jako jeden z najważniejszych celów w okresie edukacji?

"Jeszcze nie"

Uczenie się, w swej istocie, zakłada popełnianie błędów. Błąd jednak nie jest mile widziany w naszej systemowej szkole. Uczeń popełniający błąd, dostaje złą ocenę. Jak jednak nauczyć się czegoś, nie popełniając błędów?

Kiedy organizowałam Ogólnopolskie Spotkanie Edukacji Alternatywnej w Krakowie w 2016, głośno mówiło się o podkrakowskiej Szkole Podstawowej nr 1 w Kowarach. Mimo, iż była to szkoła publiczna, czyli systemowa, jej funkcjonowanie było zupełnie nieszablonowe i mocno alternatywne. A przecież poruszała się w tym samym systemie prawnym, co wszystkie inne polskie szkoły.

Nie wiem czy ten stan trwa do dzisiaj, ale wtedy szkoła w swoim statucie nie miała na przykład oceny niedostatecznej. Zamiast tego dzieci, które nie opanowały materiału w stopniu wystarczającym, otrzymywały opis słowny "Jeszcze nie". Miało to oznaczać, że dany temat czy zagadnienie wymagają jeszcze czasu, dodatkowej pracy: i ucznia, by zrozumieć, i nauczyciela, by wytłumaczyć.

Czy taki komunikat nie jest nieco bardziej motywujący niż "siadaj, niedostateczny"?

Podsumowanie

Potrzebujemy zmiany myślenia, która pomoże nam zobaczyć nie oceny, a dzieci. Z ich talentami i trudnościami, z preferencjami i pasjami.

Świadectwo nie stanowi o wartości naszego dziecka, nie określa go i nie definiuje. Oceny w czasie trwania roku szkolnego, czy te otrzymane na jego koniec, są wypadkową wielu czynników, nie tylko pracowitości czy pilności dziecka. Niektórzy nigdy nie będą orłami z historii, a dla innych matematyka będzie smutną koniecznością.

Jeśli już musimy pogodzić się z ocenami na świadectwie, niech będą dla nas jednak przyczynkiem do rozmowy o pasjach, marzeniach i zainteresowaniach. Bo w większości przypadków, właściwie wszystkie oceny w kontekście zaliczenia podstawy programowej zasadniczo i tak można sprowadzić do dwóch stanów: albo "już umiesz", albo "jeszcze nie".

A to, co jest pomiędzy, naprawdę nie jest najważniejsze.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *