Listen to "Jak motywować dzieci do nauki?" on Spreaker.

Spotify podcast badge
Google podcast badge
Apple podcast badge


Podcast's homepage at    Spreaker logo

Transcription


Jak motywować dzieci do nauki.

Intro

Dzień dobry, nazywam się Kinga Pukowska, a to jest mój podcast Pozytywy Edukacji. Zapraszam do kontaktu pod adresem mailowym kinga.pukowska@pozytywy.pl.

O motywacji

Motywacja to temat rzeka. To temat, który jest bardzo lubiany: przez psychologów, pedagogów, mnóstwo badań, obserwacji, książek - znajdziecie tego naprawdę sporo. Zanim przejdziemy do tego, jak to robić, to najpierw przyjrzyjmy się, co tak naprawdę jest.
Motywacja według definicji Słownika języka polskiego, to proces regulacji psychicznych nadających energię zachowaniu człowieka i ukierunkowujący je. Może mieć charakter świadomy i nieświadomy.

O motywacji mówimy bardzo dużo, kiedy dochodzimy do sytuacji, w której stajemy przed czynnością, której dzieci nie chcą robić. Bo generalnie do wielu rzeczy dzieci nie trzeba motywować. Jak to jest z tą motywacją u dzieci?

Samomotywacja dzieci

Maluchy uczą się chodzić, wcześniej siadać, a potem mówić, niezależnie od tego, czy dostaną od nas nagrodę, czy nie. W książce Wolne dzieci Gray pisze, że...

Dzieci uczą się wtedy, gdy chcą.

Gdy idą do szkoły, też bardzo chcą. Popatrzcie na uśmiechnięte buzie pierwszoklasistów: oni naprawdę chcą iść do szkoły. Nie trzeba ich motywować, nie trzeba im mówić o ocenach, nie trzeba im mówić o czerwonym pasku na świadectwie. Szkoła dla takiego pierwszoklasisty często jest marzeniem.

Badania pokazują, że niestety z czasem dzieci tracą tą naturalną radość i chodzenie do szkoły staje się problemem. I chyba my dorośli powinniśmy zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje.

Motywacja zewnętrzna

Zanim porozmawiamy o motywacji, dobrze jest uświadomić sobie, że mamy jej dwa rodzaje: motywację wewnętrzną i motywację zewnętrzną. I zacznę od tej drugiej, bo to tak zwana metoda kija i marchewki. Czyli za zachowania pozytywne, pochwalane, pojawia się nagroda, nazywana przez niektórych pozytywnym wzmocnieniem, a te niechciane zachowania, są karane, czyli wzmocnienie negatywne. Nic innego, jak kij i marchewka.

O metodzie kar i nagród porozmawiamy innym razem, natomiast tutaj chciałabym się skupić na motywacji zewnętrznej, która przecież od wielu, wielu lat, stosowana była też w zarządzaniu.

Daniel Pink, autor książki DRIVE. Kompletnie nowe spojrzenie na motywację, ma również swojego TED'a, bardzo znanego, właśnie o motywacji. W transkrypcji podcastu na stronie, wrzucę wam linki do jego książki i do tego TED'a, a także inne materiały, które będą się przewijały w tym podcaście. Możecie sobie Zaglądnąć.

Czy nagroda zawsze działa?

W każdym razie, Daniel Pink opowiada o tym, jak wiele badań poświęcono właśnie motywacji. Jak pokazywano na różnego rodzaju doświadczeniach, co z ludźmi robi wizja nagrody. Doświadczenia pokazały, że w prostych czynnościach, niewymagających jakiegoś specjalnego myślenia i kreatywności, nagrody mogą przyspieszyć pracę. Mogą sprawić, że efekt końcowy będzie szybszy.

Natomiast przy zadaniach, które wymagają funkcji poznawczych, które wymagają oderwania się od tych klasycznych ścieżek, które dobrze znamy, spojrzenia z innej perspektywy, świadomość tej nagrody może sprawić, że kreatywność zostanie znacząco ograniczona, a myślenie spowolnione.

Dzieje się tak głównie dlatego, że ciężko wprowadzić funkcję nagrody bez innych czynników generujących stres. Takich jak na przykład presja czasu, porównywanie z innymi czy ograniczenie zasobów. Przez lata powstało wiele lat doświadczeń, które potwierdzały ten fakt. Więcej znajdziecie w TED'dzie: link do niego znajdziecie w Materiałach pod transkrypcją podcastu.

A ja chciałam skupić się na jednym doświadczeniu, które przeprowadził Glucksberg, a skupiało się ono na Problemie świecy. Mianowicie (Glucksberg powtarzał już to doświadczenie, ono było wykonywane wcześniej), w jego doświadczeniu dwie grupy uczestników otrzymały ten sam zestaw: świecę, pudełko pinezek i zapałki. Zadanie polegało na tym, aby postawić świecę przy ścianie w taki sposób, by wosk nie kapał na podłogę, a świeca nie gasła. Jedna grupa miała zrobić to po prostu najlepiej jak potrafi, a druga grupa dostała informację, że jeżeli zrobią to szybciej niż pierwsza grupa, otrzymają nagrodę pieniężną.

Efekt był zdumiewający. Mianowicie grupa, która działała pod presją czasu wynikającą z możliwości otrzymania nagrody, robiła to dużo dłużej.

To doświadczenie zostało potem przeprowadzone jeszcze wielokrotnie i wyniki były bardzo podobne. Niezależnie od tego w jakim kraju i na jakiej próbie było wykonywane, wyniki były jednoznaczne:

Stres wywołany wizją nagrody ograniczał myślenie i kreatywność.

Czyli jeżeli mamy wykorzystywać funkcje poznawcze, to nagroda nie sprzyja temu, żebyśmy byli bardziej kreatywni, żebyśmy wymyślali nowe rozwiązania.

To wszystko jest bardzo ciekawe, bo te doświadczenia sięgają XX wieku, były powielane w latach 80 i później, a początkiem XXI wieku zostały zebrane w Kolejnym dokumencie, który wyraźnie pokazuje, że nagrody, na przykład nagrody finansowe w biznesie, mogą mieć bardzo zły wpływ na ogólną wydajność.

A mimo to, cały czas, w wielu miejscach właśnie, w ten sposób motywować się ludzi do działania. I dokładnie tak samo próbujemy motywować dzieci do działania, obiecując im czerwone paski, piątki i szóstki, albo grożąc nieprzejściem do następnej klasy, czy złą oceną.

Czyli bardzo mocno stosujemy motywację zewnętrzną. A z nagrodami jest też tak, że nagroda musi być coraz większa, żeby działała.

Czytałam też o doświadczeniu na dzieciach, które polegało na tym, że zostały podzielone na dwie grupy i miały narysować obrazek. I jedna grupa za namalowanie takiego obrazka dostała nagrodę. I potem doświadczenie powtarzano. I w grupie dzieci, które miały obiecaną nagrodę, rysunki stawały się coraz mniej dopracowane, coraz bardziej robione na szybko, żeby tylko dostać tę nagrodę.

A dzieci, które po prostu miały rysować, po prostu rysowały. Oczywiście, pewnie to jest tak, że niektóre dzieci uwielbiają rysować i mogą robić to godzinami, a inne niekoniecznie.

Natomiast tutaj wyraźnie wykazano wpływ właśnie tej nagrody: że ona wcale nie pomagała dzieciom w skupieniu i w tym, aby te rysunki były dopracowane w szczegółach, i takie jak dzieci chcą, żeby były. Tylko chodziło o to, żeby dostać nagrodę. Czy o to właśnie nam chodzi?

Motywacja wewnętrzna

Drugi rodzaj motywacji to motywacja wewnętrzna. Czyli taka, która wynika z naszego wnętrza i bierze się z chęci robienia czegoś, co jest istotne, co nas cieszy, co nas interesuje, i co jest częścią czegoś większego. I z tego właśnie wynikają trzy filary, na których motywacja wewnętrzna bazuje i dzięki której chcemy robić różne rzeczy.

Pierwszy to autonomia, czyli pragnienie, by kierować własnym życiem. To możliwość dokonywania wyborów.

Drugie, to dochodzenia do perfekcji w dziedzinie, która nas interesuje. Mistrzostwo, po prostu mistrzostwo.

I trzecie to cel, czyli działanie w służbie czegoś większego niż my sami, bycie częścią większej całości.

I właśnie na tych trzech elementach warto budować motywację naszych dzieci do nauki. Skoro już wiemy, że nagrody nie działają, że ich wpływ na motywację jest dokładnie odwrotny niż oczekiwany, to po co z nich korzystać.

Bardzo trudno, nam dorosłym, wyjść z konceptu kija i marchewki. Czyli marchewka to modelowanie zachowań tu i teraz, oparty trochę na strachu, bo ktoś będzie się bał, że dostanie złą ocenę zostanie wyśmiany, albo zostanie ukarany, albo cokolwiek innego. I marchewka, która staje się powodem do może dumy, ale też takiego właśnie pokazania innym, że jestem lepszy, porównywania. Do tego, że poczuję się dobrze i będę chciał więcej.

Natomiast nie do końca wpływa to na rozwijanie pasji albo na poszukiwanie tego, co tak naprawdę nas interesuje. Tu oczywiście można by wejść głębiej w temat podstawy programowej, która - wiadomo - wymaga zrealizowania. W szkole dzieci muszą przerobić wszystkie przedmioty, bo tak przewiduje podstawa programowa, bo tak przewidują przepisy.

A w domu musimy przystąpić do egzaminów. I też wiele zależy od tego, na jakiego nauczyciela trafimy na tymże egzaminie. Czy takiego, który będzie miał ogromną potrzebę przepytania dziecka z każdego działu, czy właśnie będzie zainteresowany tym, czego tak naprawdę dziecko się dowiedziało, co go zainteresowało i z czym przyszło.

Jak motywować dzieci do nauki?

Jak zmotywować dziecko do nauki? Mam trochę problem z tym hasłem. Kiedy młodzi są w szkole, to myślę, że kwestia motywacji w dużej mierze jest po stronie nauczyciela. To on swoją pasją i swoim zainteresowaniem, miłością do przedmiotu jest w stanie rozbudzić chęć do nauki u dzieci.

Pamiętam, kiedy moje dzieci chodziły jeszcze do szkoły, uczyły się przyrody u pani, która naprawdę była fantastycznym pedagogiem. Ja wiem, że musiała oceniać, i wiem też, że tego nie lubiła. I choć robiła to bardzo rzetelnie i nie zawsze były to piątki, to jednak młodzież, a wtedy jeszcze nawet chyba można powiedzieć, że dzieci, bardzo, ale to bardzo starały się być przygotowane na jej lekcje.

Dlaczego? Dlatego, że była człowiekiem pełnym pasji. Opowiadała tym dzieciom o różnych rzeczach w taki sposób, że chciały jej słuchać.

Zabierała na wycieczki przyrodnicze, pokazywała świat taki naprawdę, nie tylko w podręczniku. I nawet jeżeli jej wymagania nie zostały spełnione, to komentarz, który dawała uczniowi sprawiał, że on starał się bardziej.

Głupio było przyjść nieprzygotowanym na przyrodę. Bo przecież skoro pani się stara, to i uczniom zależało na tym, żeby włożyć w swoją pracę jakiś wysiłek. Dlatego myślę, że...

Motywacja w szkole w dużej mierze opiera się na Relacji.

Na tym co nauczyciel robi, żeby jego lekcje były interesujące.

Opierając się na tym, co kieruje motywacją wewnętrzną, czyli na autonomii, dążeniu do mistrzostwa i poczucia bycia elementem czegoś większego, możemy spróbować pozwolić dzieciom wybierać, które przedmioty, które zagadnienia są dla nich bardziej interesujące, których chcą się uczyć, a które mniej.

To nie chodzi o to, żeby czegoś totalnie nie dotknąć, bo na początku wydaje się to mało interesujące lub straszne, ale potem może jednak okazać się całkiem interesujące. Ale żeby pozwolić dzieciom i młodzieży wybierać.

Jak motywować młodzież?

Kiedy w liceum wybierają rozszerzenia, to również powinna być ich decyzja.
Kiedy rozmawiam z licealistami, co ich motywuje do nauki, z licealistami z edukacji domowej, no to niestety spotykam się z odpowiedzią, że najczęściej do nauki motywuje ich termin egzaminu.
Chociaż na szczęście zdarzają się i takie odpowiedzi, że są pewne przedmioty, które po prostu są ciekawe i łatwiej jest się ich uczyć.

Edukacja domowa daje nam taką możliwość, że przedmioty, które są ciekawsze można zgłębiać, można wychodzić poza podstawę programową. A te, które są mniej interesujące, zaliczać na absolutnym minimum.

Ale myślę, że w szkole, też trochę tak jest. Nie z wszystkiego trzeba mieć piątki i szóstki, niektóre przedmioty po prostu trzeba zaliczyć. Oddanie dzieciom możliwości decydowania, czyli właśnie bazowania na poczuciu ich autonomii, naprawdę może zdziałać cuda.

To właśnie fakt, że mają wpływ na to co robią, może budować ich motywację wewnętrzną.

Mistrzostwo i bycie częścią czegoś większego

Jeżeli już widzisz, że twoje dziecko jest w czymś dobre, naprawdę warto je w tym wspierać: pokazywać w jaki sposób może dowiedzieć się więcej, co może robić, żeby rozwinąć jakieś umiejętności albo wiedzę, dawać narzędzia. Przecież teraz tak dużo jest różnych źródeł wiedzy.

I dążenie do celu, bycie częścią czegoś większego. Wydaje mi się, że właśnie to poczucie, że nie uczymy się dla uczenia, tylko że jest nam to do czegoś potrzebne, że do czegoś to wykorzystamy, może być dla dzieci ogromną pomocą w uczeniu się, nawet tych trudnych elementów.

Fizyka, która tłumaczy tak wiele zjawisk dziejących się dookoła nas, nie lubiana przez uczniów i niezrozumiała, odpowiednio przedstawiona może być naprawdę ciekawą przygodą. Oczywiście, wymaga to zaangażowania dorosłych, którzy będą w stanie "sprzedać" młodym tą wiedzę w taki sposób, aby była dla nich zjadliwa i interesująca.

Pamiętam, kiedy moje dzieci chodziły na zajęcia Uniwersytetu dzieci. Były to zajęcia w soboty, zaczynali na nie chodzić jeszcze w pierwszej klasie podstawówki. Nie co tydzień, tylko w wybrane weekendy. Ale na tych zajęciach nie było ocen, nie było zadań domowych, nie było przymusu, nie było czerwonego paska na koniec.

A jednak, wstawaliśmy rano, w sobotę, w którą można było się wyspać, żeby pojechać na uniwersytet, pojechać na zajęcia i zobaczyć co ciekawego tym razem będzie się działo.

Oczywiście były zajęcia bardziej ciekawe i mniej ciekawe. I te zajęcia, na których pasjonaci pokazywali swoje zainteresowania i sprzedawali to w taki sposób, że dzieciom buzie i oczy otwierały się coraz szerzej, były najfajniejsze. To właśnie te zajęcia często sprawiały, że potem w domu doczytywaliśmy coś, albo sprawdzaliśmy coś jeszcze, albo gadaliśmy o tym długo.

Bo prowadził je prawdziwy pasjonat.

Podsumowanie

Dlatego myślę, że kwestia motywacji w uczeniu się jest sprawą złożoną. Z jednej strony dobrze jest dbać o to, aby motywacja wewnętrzna była bardzo aktywna i żeby dzieci rzeczywiście mogły decydować, rozwijać się w interesujących kierunkach i mieć poczucie, że to czemuś służy.

Ale z drugiej strony, my jako dorośli, nie pozostajemy bez wpływu na to, co się dzieje z naszymi dziećmi. Naszą postawą, naszą pasją, możemy ich zarażać, możemy im pokazywać, że nawet te trudne tematy mogą być bardzo ciekawe i pomocne.

Kiedy masz dziecko, które nie lubi się uczyć matematyki, ale weźmiesz je do kuchni i wspólnie upieczecie pyszne ciasteczka, z półtorej porcji, gdzie trzeba jednak wszystko przeliczyć, być może zauważy, że ta matematyka wcale nie musi być taka straszna.

Jest wiele sposobów, które pomagają, nawet w trudnych sytuacjach. Odpuszczanie, dawanie przestrzeni, czasu, zainteresowanie, pozwalanie na porażki (o błędach opowiemy sobie innym razem), że nie zawsze trzeba być we wszystkim świetnym i nie zawsze trzeba być świetnym od razu.

Niekaranie i nienagradzanie, natomiast bycie obok, wspieranie i rozmawianie, to też podstawy motywacji. Bo nie chodzi o to, żeby nie zauważyć sukcesów, czy ich nie celebrować: oczywiście, że warto.

W książce Mit motywacji Jeff'a Haden'a jest jeszcze jeden fajny tekst.

Motywacja, w którą większość z nas wierzy, to tak naprawdę mit. Prawdziwa motywacja jest wynikiem osiągnięć, a nie ich przyczyną.

No właśnie, najbardziej do działania motywuje sam fakt, że coś nam wychodzi. Kiedy widzimy efekty, kiedy widzimy, że dajemy radę, że coś się dzieje, to nakręca nas do dalszego działania.

Tak samo jest z dziećmi. Czasami wystarczy pokazać im ich własny progres. Nie porównać do innych, nie popatrzeć, jak wyglądają na tle klasy czy starszego rodzeństwa, tylko pokazać im, że oni sami rozwijają się, osiągają swój własny sukces.

Motywacja w uczeniu naszych dzieci znów sprowadza się do Odklejenia od ocen, do pozwolenia na decydowanie o tym czego się uczymy i jak się uczymy, i do szukania celu, który dla każdego może być inny.

Czyli znów podejście indywidualne. Znów zobaczenie w naszym dziecku człowieka, który może mieć zupełnie inne zainteresowania, niż jego rodzeństwo. I któremu nie do końca będzie po drodze, być może, z podstawą programową.

Outro

Zostawiam wam w opisie podcastu linki do ciekawych książek, do Przeglądu badań nad motywacją, które tak naprawdę sprowadzają się do tego, że:

  • po pierwsze warto pielęgnować motywację wewnętrzną,
  • a po drugie byłoby świetnie, gdyby z młodzieżą pracowali pasjonaci, którzy swoim przykładem, zaangażowaniem, są w stanie porwać ich i pokazać, jak ciekawe mogą być te przedmioty.

Bo przymus i kara i nagroda naprawdę nie sprawdzają się na dłuższą metę.

Dziękuję wam za wysłuchanie kolejnego podcastu. Czekam na wasze maile pod adresem kinga.pukowska@pozytywy.pl.

Do usłyszenia!


Materiały


Leave a Reply

Your email address will not be published.