Listen to "5 największych minusów edukacji domowej" on Spreaker.

Spotify podcast badge
Google podcast badge
Apple podcast badge


Strona podcastu w serwisie    Spreaker logo

Transkrypcja


Minusy edukacji domowej - 5 największych.

Intro

Dzień dobry, nazywam się Kinga Pukowska, a to jest mój podcast Pozytywy Edukacji. Zachęcam was do kontaktu ze mną przez maila kinga.pukowska@pozytywy.pl. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie maile.

Dziś subiektywny ranking największych minusów Edukacji domowej. Moje dzieci, a właściwie już nastolatki, od 2015 roku uczą się w systemie edukacji domowej. Myślę, że sześć lat, które spędziliśmy w domu to kawał czasu i na tej podstawie mogę trochę poopowiadać, jak to wygląda w praktyce.

Minusy edukacji domowej - jedzenie

Pierwszym największym minusem edukacji domowej, subiektywnym okiem, jest jedzenie. Kiedy dzieci chodziły do szkoły, korzystały z dobrodziejstwa szkolnej stołówki. Czyli ten jeden, ciepły posiłek, który czasami jest problematyczny, był w szkole. Nie trzeba się było martwić od poniedziałku do piątku, właściwie można byłoby nie gotować.

My, pracujący, mogliśmy jeść na zewnątrz, dzieci jadły w szkole, a w domu jedliśmy wspólną kolację czy śniadanie. Oczywiście, pozostaje kwestia śniadaniówek, które pewnie codziennie trzeba przygotowywać i zapakowywać, no ale umówmy się, że jest to mniejsza trudności, niż codzienne gotowanie obiadów.

Kiedy dzieci przyszły na edukację domową, szybko zdaliśmy sobie sprawę, że zawartość lodówki będzie jednym z ważniejszych elementów naszej codzienności.

Bo okazuje się, że kiedy wszyscy są w domu, to co chwilę ktoś jest głodny, albo miałby na coś ochotę. Kiedy nasze dzieci zaczęły dorastać i stały się nastolatkami, okazało się, że częstotliwość napełniania lodówki wzrasta. I to bardzo szybko.

Dawno temu rozmawiałam z moją koleżanką i śmiałyśmy się, że życie matki sprowadza się do: przygotowywania posiłków, wydawania posiłków, a potem sprzątania po posiłkach. W edukacji domowej, znów do tego wróciliśmy. A właściwie wróciłam.

Tak się składa, że moja praca od zawsze była dosyć elastyczna i mogłam pozwolić sobie na to, by spędzać z dziećmi sporą część czasu i wychodzić z domu nie codziennie, i nie na bardzo długo. Dlatego większość posiłków jedliśmy wspólnie.

Teraz, gdy są starsi, nie ukrywam, że bardzo angażują się w nasze codzienne żywienie i mogę liczyć na to, że ktoś ten obiad przygotuję albo przynajmniej odgrzeje, kiedy muszę wyjść na dłużej.

A w czasach pandemii, kiedy nagle okazało się, że rzeczywiście wszyscy jesteśmy w domu, nasze nastolatki stały się momentami ratunkiem dla zapracowanych rodziców, którzy w home-office nie zawsze mogli odejść od komputera na obiad.

Minusy edukacji domowej - bałagan

Drugi minus (oczywiście nadal bardzo subiektywny) edukacji domowej, to bałagan. No bo kiedy wychodzisz rano do pracy i cały dom, wszyscy domownicy, wychodzą wraz z tobą, to to co zostawisz, zostaniesz po powrocie.

Kiedy wychodzisz do pracy, a cały dom zostaje, nigdy nie wiesz co ci się przydarzy, jak wrócisz.

I oczywiście, zdarzają się takie sytuacje, kiedy czeka na mnie pięknie wysprzątana kuchnia i ciepły obiad, i w ogóle jest świetnie, ale nie da się ukryć, że kiedy dzieci uczą się w domu, z tym porządkiem bywa różnie.

Bo właśnie ktoś uczył się przy stole albo w innym miejscu, i tu zostawił swój kubek, a tam podręcznik. Ktoś zapomniał, bo go oderwał telefon albo cokolwiek innego. No a wiadomo, że kiedy spędza się więcej czasu w domu, to i więcej okoliczności sprzyjających robieniu bałaganu.

Oczywiście, to nie jest tak, że zalewa nas fala bałaganu i nieporządku, natomiast myślę że wszyscy czujemy, że kiedy kilka osób na określonej powierzchni przebywa bardzo dużo, a nie każdy z nas ma wdrukowane poczucie organizacji i odkładania rzeczy na miejsce, to z tym porządkiem różnie bywa.

A od czasu, gdy do naszej rodziny dołączył szczeniak, to w ogóle lepiej nie mówić: bałagan jest nieodłącznym elementem naszej codzienności.

Minusy edukacji domowej - praca zawodowa

Trzeci duży minus edukacji domowej, ale już taki chyba bardziej obiektywny, to godzenie pracy zawodowej z edukacją domową swoich dzieci. I tu może trochę bardziej poważnie, bo myślę sobie, że to jest temat, który przewija się przez różne grupy fejsbukowe i fora internetowe: jak pogodzić pracę zawodową rodzica z edukacją domową swoich dzieci.

Im dzieci są młodsze, tym bardziej doceniamy funkcję opiekuńczą szkoły. To znaczy, że możesz zaprowadzić tam swoje dziecko i mieć pewność, że jest pod dobrą opieką I nic się mu nie stanie. Może nie do końca „nic”, bo też pamiętam nasze doświadczenia rodzicielskie, gdy dzwoniono ze szkoły, że należy przyjechać i odebrać poturbowane dziecko.

Ale ma się takie poczucie, że oddajesz to dziecko w takie miejsce, gdzie ktoś inny na nie spogląda i stara się, aby jednak dotrwało w jednym kawałku do końca dnia.

Kiedy masz dzieci na edukacji domowej, to po twojej stronie jest zapewnieniem im opieki. O ile dzieci są małe, o tyle trudniej jest pogodzić normalną pracę etatową z ich edukacją. Dlatego niektórzy rodzice tworzą kooperatywy, wynajmują nauczycieli albo opiekunów, którzy przejmują opiekę nad dziećmi w czasie, kiedy oni są w pracy.

Czasami jest też tak, że rodzice umawiają się na taką opiekę okresową, kiedy dana rodzina czy dany rodzic zajmuje się większą grupą dzieci w jednym dniu tygodniach, ktoś inny w kolejnym dniu i tak dalej, co pozwala w pewien sposób na pracę zawodową, a jednocześnie angażuje rodziców kooperatywy edukacyjnej.

Im dzieci starsze, tym robi się trochę prościej. Nastolatki mogą już zostać w domu, mogą też przygotować coś do jedzenia. Na pewno dużym plusem, tak w ogóle, jest elastyczna praca, która pozwala na ustalenie swojego grafiku wedle własnych potrzeb.

Być może byłoby dużo trudniej, gdybyśmy oboje jako rodzice pracowali na etacie. Wtedy też nie jest to niemożliwe. Są takie sytuacje, kiedy jedno z rodziców zaczyna pracę wcześniej, a drugie trochę później, i ten czas w którym trzeba zapewnić dziecku opiekę znacząco się skraca.

Są też rodzice, którzy decydują się na to, aby zostać nauczycielami swoje dzieci i według mnie również jest to forma godzenia ścieżki zawodowej z edukacją domową. No, może jest słabo płatna, bo edukatorom domowym nikt nie płaci, natomiast na pewno może być bardzo satysfakcjonująca.

Minusy edukacji domowej - rachunki

Czwartym minusem edukacji domowej jest większe zużycie wszystkich mediów. Pewnie cześć z was odkryła to w czasach pandemii i lockdown’ów, kiedy nagle okazało się, że nikt nie wychodzi z domu i wszyscy zużywają dużo wody i prądu.

A więc tak, kiedy wasze dzieci będą spędzać całe dnie w domu, można spodziewać się wzrostu wszelkich opłat.

No bo kiedy dom stoi pusty, nikt w nim raczej wody nie zużywa, ani nie świeci światła. To taki drobny, ale jednak nie do końca pomijalny szczegół.

Minus lub plus - towarzyszenie

Ostatni, piąty, znów trochę bardziej poważny, sama nie wiem czy minus, ale taki element, o którym warto wiedzieć i z którego warto sobie zdawać sprawę. Kiedy nasze dzieci uczą się w domu, to my jako dorośli, jako rodzice, wspieramy ich w tym procesie.

Czasami potrzebują motywacji, czasami odpuszczania, na początku odszkolenia. I wsparcia, które musi być dopasowane do danego momentu w ich życiu.

I właśnie ten moment się zmienia: nasze dzieci rosną, zmieniają się ich potrzeby i to, co ich wspierało i pomagało im w zeszłym roku, niekoniecznie będzie im pomagało i będzie je wspierało w tym roku. To trochę jak z wychowaniem: strategia, która pomagała nam wczoraj i przedwczoraj, niekoniecznie sprawdzi się dzisiaj lub jutro.

Nie wiem, czy to jest minus, czy plus, czy po prostu takie są okoliczności edukacji domowej, ale myślę, że warto o tym powiedzieć.

Bo to nie jest tak, że jak przechodzimy na edukację domową, to wiemy wszystko i wiemy jak pracować, i wiemy na co zwrócić uwagę, i co jest najważniejsze. To się zmienia. Kiedy te sześć lat temu decydowaliśmy się na edukację domową, nikt nas nie był pewny, czy to jest decyzja na zawsze.

Braliśmy pod uwagę, że w pewnym momencie albo my, albo nasze dzieci, stwierdzimy, że czas wrócić do systemu. Na ten moment nic takiego nie miało miejsca, ale naprawdę nie byliśmy tacy przekonani i pewni te sześć lat temu.

Świadomość, że to wszystko jest zmienne, bo zmieniają się nasze dzieci i ich potrzeby wraz z ich wiekiem i wzrastaniem, trochę zmienia perspektywę. Nie ma złotych scenariuszy, nie ma najlepszych pomysłów, trzeba je dopasować do swoich potrzeb, do swoich dzieci.

To taka trochę edukacja szyta na miarę.

Podsumowanie

Podsumowując, największym minusem edukacji domowej, o którym wie mnóstwo moich znajomych, to potrzeba wyżywienia tych dzieci przez cały dzień.

Drugi minus edukacji domowej, to to, że dzieci będące cały czas w domu, generują większy bałagan, niż dzieci, które większą część dnia spędzają w szkole.

Trzeci, to trudności w pogodzeniu pracy zawodowej rodzica z edukacja domową jego dzieci.

Czwarty, to wzrost zużycia mediów, które byłyby zużywane w szkole, a są zużywane w domu.

I piąty, to potrzeba dopasowania, stałego zmieniania podejścia, metod, motywacji: wszystkich tych elementów, które budują edukację domową. Bo nasze dzieci rosną, a wraz z nimi zmieniają się ich potrzeby.

Outro

Dziękuję wam za wysłuchanie tego odcinka Pozytywów Edukacji.

Jeżeli chcielibyście podzielić się czymś, albo macie jakiś pomysł na temat, który warto poruszyć w Podkaście Pozytywów Edukacji, dajcie mi znać.

Czekam na wasze maile pod adresem kinga.pukowska@pozytywy.pl.

Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *