Socjalizacja

Opublikowane przez w Filozofia

Nawiązując do Obaw naszego czytelnika dotyczących relacji rówieśniczych, szumnie nazywanych socjalizacją, wracamy do postawionej przez nas jakiś czas temu tezy (we wpisie pod tytułem Odludki):

Poza szkołą też jest życie!

Zaczynając jednak od początku, czym jest wspomniane zjawisko:

Socjalizacja (łac. socialis = społeczny): proces (oraz rezultat tego procesu) nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz wzorów zachowań, obowiązujących w danej zbiorowości. Socjalizacja trwa przez całe życie człowieka, lecz w największym nasileniu występuje, gdy dziecko rozpoczyna życie w społeczeństwie. Największą rolę na tym etapie odgrywają jego rodzice, później także wychowawcy i rówieśnicy oraz instytucje (takie jak szkoła czy Kościół).
Wikipedia

W myśl powyższej definicji nieśmiało można założyć, że jednak nasza rodzicielska rola ma tu największe znaczenie. Śmiem nawet twierdzić, że jako rodzice znamy nasze dzieci najlepiej. Znamy też ich możliwości, charakter oraz, jak nikt inny, z szacunkiem i troską, dbamy o harmonijny rozwój, zaspokajanie wszelkich potrzeb i budowanie poczucia własnej wartości (nawiązując do obaw drogiego czytelnika dotyczących odpowiedniego sposobu dostarczania różnorodnych i dopasowanych do wieku doznań socjalizujących).

Wartości, normy i wzory zachowań najczęściej wywodzą się z domu rodzinnego, co niestety dość brutalnie widać wielokrotnie, na przykładzie społeczności szkolnej (gdy do grona wypieszczonych uczniów dołączy dziecko z rodziny w trudnej sytuacji, z tak zwanego marginesu społecznego lub z rażąco innymi wartościami i wzorami zachowań niż te powszechnie uznawane za kulturalne i właściwe). Rodzina, nie tylko ta najbliższa, to naturalne środowisko do wzrastania i nabywania umiejętności społecznych. Kontakty zarówno z kuzynami, jak i innymi dziećmi naszych przyjaciół, zdecydowanie ubogacają codzienność naszych dzieci, podobnie jak wspólne wycieczki, wakacje a także imprezy (niektórzy z czytelników na pewno kojarzą nasze doroczne pączkowanie, przetrwanie wśród grupy 80 dzieciaków w różnym wieku to prawdziwa szkoła życia!).

Dopiero potem mamy wychowawców. I choć wiem, że po świecie chodzą wspaniali pedagodzy, ludzie z misja, pasją i wiarą w młodego człowieka, to jednak niekoniecznie zawsze pod ich właśnie skrzydła trafiają nasze dzieci. A tu już prosta droga do „wartości, norm oraz wzorów zachowań”, których nie chcielibyśmy, jako rodzice, znać w „naszej zbiorowości”. Wychowawcy występują nie tylko w szkole, całe szczęście. Nam się poszczęściło, trafiliśmy do Yeti, gdzie poza autorytetem wynikającym z umiejętności trenerskich, nasze dzieci znalazły przyjemną atmosferę, zdrowe sportowe współzawodnictwo (głównie polegające na zmaganiu się z samym sobą i swoimi ograniczeniami), różnorodną grupę rówieśniczą czyli wszystko co można ująć w sformułowaniu użytym przez drogiego czytelnika: „bycie w grupie”.

Dodatkowo warto nadmienić, iż społeczność szkolna to dość wymuszone środowisko, zdecydowanie w żaden sposób nie naturalne, szczególnie na początku edukacji: sztuczny podział na wiek i klasy, dość mocno przypadkowy względem zainteresowań czy predyspozycji. Choć wszystko powyższe samo w sobie nie stanowi największego zagrożenia, jednak użytek jaki jest z tego robiony już owszem: nastawienie na rywalizacje zamiast współpracy, postawa wymuszonego szacunku i autorytetu oczekiwanego niejako „z urzędu”, dążenie do jedynego słusznego wzoru – produktu procesu edukacyjnego (niezależnie od indywidualnych predyspozycji, możliwości i uwarunkowań), system klasowo-lekcyjny, stosowanie kar i nagród jako metod motywowania i wychowania, subiektywne i niesprawiedliwe ocenianie, manipulacje. Zastrzeżenia do szkoły jaka jest obecnie, to temat rzeka, nie do ogarnięcia nawet w osobnym wpisie.

Bardzo mocno wierzę, że dzieci uczą się nie tylko w szkole, a przy obecnym modelu edukacyjnym, mamy wrażenie, że wręcz głównie poza nią. Interakcja z grupą jest nie do przecenienia, jednak nie na zasadach proponowanych najczęściej.

Wymuszona rywalizacja, nieustanne ocenianie i porównywanie uczniów przekazują dzieciom informację, że każde z nich powinno zająć się przede wszystkim sobą i być lepszym niż inni. Pomaganie kolegom może być uznane za oszukiwanie, a nawet zaszkodzić samemu pomagającemu, jeśli podniesie średnią ocen i obniży jego pozycję w klasie. Uczniowie czujący na sobie największą presję sukcesu dobrze to rozumieją: stają się bezwzględnymi bojownikami o oceny i pozycję. Ich celem nie jest współpraca, ale pokonanie innych.
Peter Grey, „Wolne dzieci”

Strona 1 z 212