Listen to "Egzaminy w nauczaniu domowym" on Spreaker.

Spotify podcast badge
Google podcast badge
Apple podcast badge


Strona podcastu w serwisie    Spreaker logo

Transkrypcja


Egzaminy w nauczaniu domowym

Intro

Dzień dobry! Nazywam się Kinga Pukowska, a to jest mój podcast Pozytywy Edukacji. Zapraszam do kontaktu! Mój mail to kinga.pukowska@pozytywy.pl.

Aspekty formalne

Dziś drugi dzień Matur. Mój najstarszy zdaje swój egzamin, a jednocześnie świętujemy jego 18. urodziny. I dlatego dla mnie to bardzo szczególny dzień.

Ale temat matur i zbliżającego się końca roku szkolnego nierozerwalnie połączony jest z tematem Egzaminów. A tego często dotyczą pytania osób zainteresowanych edukacją domową.

Po pierwsze, o co chodzi z tymi egzaminami? Dzieci chodzące do szkoły przez cały rok są sprawdzane ze swojej wiedzy. Piszą sprawdziany, kartkówki, odrabiają zadania domowe. W edukacji domowej nie mamy tych rzeczy, ale zgodnie z przepisami, dzieci muszą przystąpić do egzaminów końcowych.

Wyglądają one podobnie, jak egzaminy klasyfikacyjne dla tych, którzy z jakichś powodów nie mogli uczestniczyć w zajęciach stacjonarnych i po prostu mają zbyt dużą ilość godzin nieobecności. Taki uczeń również musi podejść do egzaminu z całego roku albo z całego semestru.

A w edukacji domowej dzieciaki muszą podejść do egzaminu rocznego, który składa się z dwóch części: części pisemnej i części ustnej. Ilość tych egzaminów zależy od ilości przedmiotów w danej klasie.

I tak, jest ich niewiele w nauczaniu początkowym, a potem pojawia się coraz więcej. Bo wiadomo, że w klasach 7-8 czy liceum, tych egzaminów jest naprawdę sporo, czasami nawet kilkanaście.

Nie znaczy to oczywiście, że te wszystkie egzaminy są zdawane w czerwcu. To nie tak. Egzaminy w nauczaniu domowym mogą być zdawane w dowolnym momencie roku szkolnego.

Oczywiście, wiele zależy od szkoły, którą wybraliście dla swoich dzieci. W niektórych szkołach rejonowych terminy egzaminów narzucane są przed szkołę, trzeba się do nich dopasować.

A w większości szkół, tak zwanych przyjaznych edukacji domowej, termin egzaminu możecie wybrać sobie sami, kontaktując się bezpośrednio z nauczycielem. W szkole, do której zapisane są moje dzieci, organizowane są sesje egzaminacyjne, na które możemy się zapisywać z wyprzedzeniem.

Egzamin odbywa się w formie pisemnej i w formie ustnej. W czasie pandemii wiele egzaminów odbyło się zdalnie. Było to bezpośrednio związane z nauczaniem zdalnym.

Ale kiedy dzieci wróciły do szkół, wróciliśmy również do egzaminów stacjonarnych.

Są też szkoły, które nadal egzaminują online. I jeżeli taka forma jest dla was najlepsza według was, to warto zapytać o taką możliwość szkołę, którą wybieracie.

Motywowanie

Zapytałam was, czego chcielibyście się dowiedzieć odnośnie egzaminów w edukacji domowej, bo myślę, że najprościej jest odpowiadać na konkretne trudności, które was dotyczą czy rzeczy, które was ciekawią.

Pojawiło się pytanie odnośnie tego, jak motywować młodzież, Jak motywować dzieci do nauki, szczególnie tych opornych, którzy nie chcą się uczyć.

Pozwolę sobie znowu nawiązać do książki Petera Greya Wolne dzieci. Autor mówi w niej, że...

Dzieci najlepiej uczą się wtedy, kiedy chcą
Peter Gray, "Wolne dzieci"

A zatem ciężko mówić o tym, że można kogoś zmusić do nauki.

Tylko jak to zrobić, żeby dzieci chciały się uczyć? Po pierwsze w edukacji domowej mamy taką możliwość, by podążać za talentami i uzdolnieniami naszego dziecka.

A zatem te przedmioty, które wybiera nasze dziecko, możemy rozwijać. Możemy szukać wsparcia z zewnątrz, możemy znaleźć pasjonatów, którzy będą jeszcze bardziej rozwijali chęć naszego dziecka do nauki i zgłębienia tematu.

A przedmioty, które są mniej ciekawe... Możemy oczywiście też próbować znaleźć osoby, które będą chciały przedstawić dany temat w sposób ciekawy, ale myślę, że warto czasami pogodzić się z tym, że niektóre zagadnienia dla naszych dzieci nie będą pasjonujące. I w edukacji domowej możemy je po prostu zaliczyć.

Oceny

Oczywiście zaraz pojawiają się głosy: "no ale świadectwo, oceny...", "jak to będzie wyglądało na koniec roku...". Czy tobie potrzebne było Świadectwo z piątej, szóstej albo siódmej klasy szkoły podstawowej?

Jeżeli twoje dziecko nie wybiera się do stacjonarnej szkoły średniej, tylko zamierza kontynuować edukację domową, najprawdopodobniej świadectwo z ósmej klasy też nie będzie mu do niczego potrzebne.

Kwestia ocen to temat na osobny podcast i myślę, że ten podcast byłby bardzo długi. Powiem tylko tyle, że ja jestem zdania, że oceny o niczym nie świadczą.

A już tym bardziej, kiedy mówimy o ocenie egzaminu, który trwał tak naprawdę chwilę, czyli testu, który dziecko pisze w ciągu godziny i rozmowy z nauczycielem, która trwa trzydzieści minut.

Ocena zależy od wielu rzeczy. Od tego, czy to dziecko było zestresowane, czy też nie. O której był ten egzamin? Jaka była rozmowa z nauczycielem? Czy udało się nawiązać ciekawą relacje? Czy tematy na egzaminie pisemnym podeszły? I wiele, wiele innych.

Ocena nie definiuje naszego dziecka i myślę też, że w dużej mierze nie sprawdza jego wiedzy i umiejętności.

Dlatego jestem zdania, że warto naprawdę odkleić się od tego, jaka będzie ta ostateczna cyferka. A bardziej skupić się na tym, żeby te przedmioty, które wymagają zaliczenie zostały zaliczone, a te które powodują błysk oka u naszego dziecka rozwijać, eksplorować i pomagać mu dowiadywać się jak najwięcej.

Podstawa programowa

Może się zdarzyć też tak, że nasze dziecko nie zapała miłością do żadnego ze szkolnych przedmiotów. I to jest trudne dla nas rodziców. Szczególnie, że my jako rodzice, najczęściej jesteśmy tak zwanymi produktami systemu. I ciężko jest nam pogodzić się z tym, że nasze dziecko może nie chcieć uczyć się tego, co jest w podstawie programowej.

Jesteśmy przesiąknięci taką postawą, że dziecko musi. Że to my musimy znaleźć sposób, my dorośli, żeby zmusić dziecko do nauki. Jesteśmy przekonani o tym, że to co zostało przygotowane w danym roku szkolnym, musi zostać nauczone.

Ale czy musi? To może nie jest dobry moment również na to, żeby dywagować nad tym, czy podstawa programowa jest zasadna czy nie i jak ją traktować.

Na ostatnim szkoleniu z Profesorem Kaczmarzykiem usłyszałam, że...

80% wiedzy, którą przyswajają nasze dzieci w szkole, nie będzie im do niczego potrzebna.

I oczywiście, że to my, dorośli, jesteśmy od tego, żeby pokazywać dzieciom świat. I żeby mówić im o różnych ciekawych rzeczach, inspirować, rozbudzać tą ciekawość jeszcze bardziej. Ale czy jesteśmy od tego, żeby odgórnie ustalać, co w danym roku szkolnym nasze dziecko musi umieć? Musi się nauczyć?

Z perspektywy siedmiu lat edukacji domowej, bardzo wyraźnie widzę, że tak naprawdę przepustką do dalszej edukacji jest matura. I dopiero matura, w cudzysłowie, liczy się. Ale też liczy się dlatego, że mój syn chce kontynuować edukację na studiach. Bardzo trudno jest wyjść z tego pudełka, z tego przekonania, że oceny są ważne i że podstawa programowa jest niezbędna.

Podstawa programowa jako pomysł na przewodnictwo w poznawaniu i pokazywaniu świata: tak. Ale podstawa programowa jako przymus, jako obligatoryjna koncepcja na umiejętności i wiedzę do wtłoczenia w danym roczniku, w danym momencie: niekoniecznie.

Bardzo doceniam w edukacji domowej właśnie to, że jeżeli przedmiot jest trudny albo nie do końca ciekawy, wcale nie trzeba umieć go na 100%.

Oczywiście, wiele zależy od szkoły, jaki jest poziom minimum, który trzeba znać, żeby dany przedmiot zaliczyć, ale myślę, że w szkołach przyjaznych edukacji domowej egzaminy, to przede wszystkim spotkanie. Rozmowa.

To taki moment, w którym uczeń może pochwalić się tym, czym interesował się w tym roku. Co osiągnął? Co zrobił? I to niekoniecznie musi być fakt przeczytania podręcznika od deski do deski, rozwiązania wszystkich zadań, opanowania podstawy programowej w 110%.

To mogą być zupełnie inne rzeczy. I bardzo przyjemne są te egzaminy, w których nauczyciel chce dowiedzieć się czegoś od swojego ucznia. Bo przecież nauczyciele też nie wiedzą wszystkiego.

I myślę sobie, że gdyby zapytać fizyka o wojnę secesyjną, być może, jeśli nie jest pasjonatem, niewiele miałby nam do powiedzenia. Podobnie być może historyk, nie byłby w stanie wytłumaczyć zasad termodynamiki albo równań kwadratowych. Może być bardzo różnie...

Dziś można było zobaczyć, jak niektórzy maturzyści po napisaniu egzaminu z matematyki, głośno powiedzieli "Nigdy więcej!".

To nie jest tak, że wszystko to, czego uczymy się w szkole, na pewno będzie nam potrzebne w dorosłym życiu.

Dlatego myślę, że nie warto przywiązywać się tak bardzo do ocen, do podstawy programowej i do tego, jak świetnie radzi sobie nasze dziecko z kluczem, z odpowiedziami, z pisaniem testów. Bo to nie o to chodzi.

Zdawanie - egzaminy w nauczaniu domowym

Czy można nie zdać egzaminu w edukacji domowej? Teoretycznie można. Jeżeli dziecko nie zda egzaminu w edukacji domowej, to zgodnie z przepisami, będzie wracało do szkoły. Jesteśmy w edukacji domowej 7 lat. Wydaje mi się, że bardzo ciężko jest nie zdać egzaminu w edukacji domowej.

Z mojego doświadczenia, zdarzają się sytuacje, w których licealiści bywają odsyłani na kolejny termin, żeby coś jeszcze doczytali, czegoś jeszcze się nauczyli. Ale nie jest to tak, że brak idealnego przygotowania skutkuje od razu cofnięciem zgody na edukację domową.

Bardzo wiele zależy od szkoły, bardzo wiele zależy od nauczyciela. Ale bardzo wiele zależy też od ucznia.

Wyobrażam sobie, że są szkoły, w których wystarczy absolutne minimum. I myślę, że jest też wielu nauczycieli, którzy w liceum nie będą męczyć humanistów, którzy rozszerzają historię i język polski skomplikowanymi zadaniami z fizyki.

I odwrotnie, jeżeli ktoś planuję zostać inżynierem i właśnie rozszerza matematykę i fizykę, być może na egzaminie z historii również nie będzie odpytywanego z różnego rodzaju dat i innych wydarzeń.

Bardzo wiele zależy od szkoły i nauczycieli. Bo egzamin jest spotkaniem i również opiera się na relacji. I tak, egzaminy w szkołach, które nie do końca wiedzą o co chodzi w edukacji domowej, mogą wyglądać bardzo różnie.

Kiedyś słyszałam o historii dziecka, które na egzaminie otrzymało wszystkie sprawdziany i kartkówki, które jego rówieśnicy pisali w ciągu całego roku szkolnego. A przecież to nie o to chodzi.

Egzaminy nie mają dobrej sławy. Teraz trwają matury. Myślę, że wielu rodziców ma koszmary, że muszą do swojej własnej matury podejść po raz kolejny. Na szczęście to tylko sny.

Egzaminy w nauczaniu domowym nie muszą być bardzo stresujące. Oczywiście, jeżeli nasze dzieci chodziły wcześniej do szkoły, to wizja zdawania egzaminów czasami spędza sen z powiek. Bo kojarzy się z tym nieszczęsnym odpytywaniem i takim sprawdzaniem... Czasami udawadnianiem czego nie wiesz, którego doświadczają niektóre dzieci w szkole.

Dlatego tym bardziej ważne jest, aby poszukać szkoły przyjaznej edukacji domowej. Bo to nie jest trudne, żeby udowodnić uczniowi, że nie umie. Zakładam jednak, że większość nauczycieli ma dużo większą wiedzę niż ich uczniowie w danym temacie.

A egzamin w edukacji domowej mógłby być właśnie spotkaniem i rozmową, na której uczeń może pokazać się od najlepszej strony. Może się pochwalić i może przekazać coś ciekawego również swojemu nauczycielowi.

Patrzę na homeschoolersów, którzy zdają kolejny raz egzaminy o tych samych nauczycieli. Którzy czekają na spotkanie z nimi i cieszę się, że znów się zobaczą. I ci nauczyciele też cieszą się na spotkanie ze swoimi uczniami. W edukacji domowej również można budować relacje taką, że uczeń nie chce przyjść nieprzygotowany na egzamin.

Że nawet jeżeli dany temat nie jest jego ulubionym, to przygotuje się tak, żeby poprowadzić rozmowę z nauczycielem w sposób interesujący. Taki, by pokazać się od najlepszej strony. Oni naprawdę nie chcą zawieźć swoich nauczycieli, aczkolwiek niekoniecznie tak bardzo pasjonują się dziedziną, w której dany nauczyciel wykłada. Czyli da się.

Edukacja to relacja. I widać to również na egzaminach.

Organizacja

Było również pytanie, jak to wszystko zorganizować. Im młodsze dzieci, tym więcej potrzebują wsparcia w organizacji. Maluchy totalnie nie mają poczucia czasu, więc na pewno nie można zostawiać im egzaminów na głowie. I myślę sobie, że ten brak poczucia czasu towarzyszy i bardzo, bardzo długo.

Są tacy uczniowie, którzy lepiej się organizują i tacy, którzy mają z tym ogromny problem. W końcu prokrastynacja dotyczy także nas, dorosłych.

Jestem zwolennikiem przerzucanie odpowiedzialności na dzieci, bo w końcu jest to ich edukacja. Jasne, że należy to robić stopniowo i nie wrzucać inne barki zbyt dużego ciężaru. W końcu jesteśmy w tej edukacji domowej razem z nimi.

Planowanie roku szkolnego, rozkładanie egzaminów jest tym trudniejsze, im więcej ich jest w kolejnych latach edukacji. W liceum, kiedy egzaminów jest kilkanaście, z jednej strony młodzież może zdawać więcej egzaminów na raz, z drugiej strony wizja końca roku szkolnego i dużej ilości egzaminów potrafi bardzo przytłoczyć.

Dlatego nie zostawiajmy ich z tym samych. Ale z drugiej strony też nie wywierajmy presji.

To są trudne rozmowy. Czasami powodują niechęć, czasami powodują stres. Przecież to też nie chodzi o to, żeby udowadniać młodym, że sobie nie poradzą. A z drugiej oni też się boją, że my poczujemy się zawiedzeni, niezadowoleni. Że oni nie są wystarczający. A to też przecież nie o to chodzi.

Dystans

Kiedy patrzę na maturzystów z edukacji domowej, widzę grupę wyluzowanych nastolatków, którzy na ten egzamin wchodzą praktycznie bez stresu. Myślę sobie, że te egzaminy w nauczaniu domowym, które zdawali przez lata, trochę pomogły im oswoić się z dużymi partiami materiału, które trzeba zaliczać.

Czy to znaczy, że wszystkie egzaminy maturalne przejdą na takim totalnym luzie? Nie wiem. Ale cieszę się, że choć zdają tę maturę i chcą iść dalej, to jednak wiedzą, że to nie jest najważniejsze. Jest ważne, ale nie najważniejsze.

I myślę, że większość z nich naprawdę dobrze się przygotowywała do tej matury i zrobiła co mogła, żeby napisać ją jak najlepiej. Jestem z nich ogromnie dumna i patrzę na nich z wielkim, wielkim podziwem.

Trzymam za was kciuki drodzy maturzyści.

A wam drodzy rodzice przypominamy, że to już nie jest nasza matura. To oni ją zdają i zrobią, co będą mogli, by zdać ją jak najlepiej.

A my? A my możemy im towarzyszyć, cieszyć się razem z nimi, wspierać.. A co będzie? To będzie. Na pewno sobie poradzą.

Outro

Dziękuję wam bardzo za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu Pozytywy edukacji. Przypominam, że możecie do mnie pisać: mój mail to kinga.pukowska@pozytywy.pl. Zapraszam was też do odwiedzenia strony Pozytywy.pl, gdzie znajdziecie nie tylko te podcasty oraz ich transkrypcje, ale także wideo i różne artykuły.

Przypominam też, że można mnie znaleźć w mediach społecznościowych na Instagramie i na Facebooku.

Pozdrawiam was serdecznie. Do usłyszenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.